-Kolejna dawka zastrzyków piękna, musisz nam szybko wstać z łóżka- zaczęła pielęgniarka,
-Mam wrażanie, że pani za wszelką cenę chcę się mnie pozbyć ze szpitala. Po co mi zastrzyki? Czuję się lepiej.-Nie lubię tej pielęgniarki, na siłę próbuje mnie rozweselić, a prawda jest taka, że za każdym razem jak do mnie mówi czuje do niej pogardę... sama nie wiem... może to ja jestem jakaś przewrażliwiona?
-Zastrzyki na ból i poprawę zdrowia, nie chcesz chyba do końca życia leżeć w szpitalu?- nie odpowiedziałam już jej na to pytanie bo było raczej retoryczne. Kto chciałby leżeć w szpitalu? No właśnie... gdyby jedzenie było chociaż trochę dobre to kłóciłabym się. Pielęgniarka szybkim ruchem napełniła strzykawkę jakimś płynem, następnie unosząc ją igłą w górę wystrzyknęła trochę płynu ze środka. Chwilę potem poczułam lekkie ukłucie w ręce, a następnie ostry ból w okolicach zastrzyku.
-Ssssss-''skuliłam'' się z bólu, a mając na myśli skuliłam ledwo drgnęłam, bo większość ciała miałam w gipsie- ... no co pani?! ten zastrzyk boli bardziej niż te, które wbijali mi w dupe jak byłam mała gdy zachorowałam na zapalenie płuc!
Pielęgniarka zaśmiała się cicho przygotowując kolejne dawki zastrzyków, a ja... ja byłam przekonana, że po kolejnym mogę już umrzeć z bólu... byłam na to gotowa.
-I gotowe!- odezwała się zaraz po wyjęciu igły z mojego ciała. To było dziwne bo tym razem nie czułam absolutnie nic. Kobieta wyszła z mojego pokoju, a zaraz za nią zobaczyłam mamę... zaraz za mamą pojawił się tata... za tatą moja siostra... a za siostrą... Olek????? Wszyscy weszli wpatrując się na mnie, podczas gdy ja wypuściłam wodospad Niagara z oczu.
-Skarbie, no już, nie płacz, tak bardzo się cieszymy, że już tu z nami jesteś- mama przytuliła mnie mocno chowając głowę w moją szyję.
-Przepraszam, tak bardzo was przepraszam- wyduszałam słowa z płaczem.
-No już, nie płacz, wszystko będzie dobrze.- pocałowała mnię w czoło i odsunęła się do taty, który objął ją ramieniem w talii. Przetarłam łzy prawą ręką, która jako jedyna nie była opatulona gipsem.
-Sporo sobie pospałaś... teraz przez dwa tygodnie usnąć nie będziesz mogła- w pełni rozbawiony tata wie kiedy mi poprawić humor. Szkoda tylko, że siostra siedziała na parapecie oparta o okno wpatrując się w telefon, mimo, że bardzo chciałam żeby mnie przytuliła i porozmawiała ze mną, wciąż się gniewa o to, że wydałam ją przed rodzicami, że się tnie. A Olek stał oparty o parapet tuż obok Korneli ze skrzyżowanymi na piersi rękoma wpatrując się we mnie.
-Olek.. co ty tu robisz- i znowu łzy pojawiły się w moich oczach i mówiłam z załamanym głosem.
-Żartujesz? Jestem twoim chłopakiem, chyba nie myślisz, że sie nie martwiłem? Martwiłem sie i to zajebiście... odwiedzałem cie codziennie.- Jest mega kochany, myślałam, że po tym co mu zrobiłam nie będzie chciał znać mnie do końca życia... ale jednak sie martwi..
-Ja... przykro mi, że widzisz mnie w takim stanie..
-I powtórzę się.. żartujesz? Martwię się! Myślałem.. WSZYSCY myśleliśmy, że cię już straciliśmy!- przekręciłam głowę w bok 'chowając' ją w poduszkę, jednocześnie wypuszczając kolejną falę łez. Nie odpowiedziałam już nic. Nagle usłyszałam zatrzaśnięcie się drzwi. Kornelia wyszła. Mogłaby chociaż udawać, że mi współczuje.
-Przynieśliśmy ci kilka rzeczy, które poprawią ci humor jak pójdziemy- odezwała się mama wyciągając wielką torbę..
-Dzięki, myślę, że się przydadzą.- wpatrywałam się dociekając co przywieźli.
Tata położył mi na stoliku obok laptopa, telefon i kilka książek... mimo, że wiedział, że nie lubię czytać. Albo po prostu książki są na tak słabym poziomie, że nie trafiają w moje gusta.
-Tato? Książki? A chociaż porządne jakieś?
-Najlepsze! Olek wybierał. ''Papierowe Miasta'' i ''Girl online'' brzmią tak bardzo... no dobra, nie będę się oszukiwać, brzmią tak babsko, że nie zajrzałbym nawet na stronę tytułową.- zaśmiał się tata, a ja spojrzałam na Olka uśmiechając się, on też się uśmiechnął. Bardzo lubiłam jego ciemno brązowe oczy.. szczególnie wtedy gdy były napełnione zadowoleniem.
-Babsko? Papierowe Miasta brzmią tak trochę... no gdyby nie czytać opisu to brzmiałoby to trochę gangstersko- chciałam trochę rozluźnić sytuację, wolę się pośmiać, niż się wiecznie rozczulać.
-Sama jesteś gangsterska, dobra... my lecimy z mamą, bo świętujemy dzisiaj rocznicę ślubu!- do zobaczenia za tydzień w domu!
-Do zobaczenia! Kocham was.- i... poszli. Zostałam sam na sam z Olkiem.
-Ja właściwie, to też muszę lecieć...- no pięknie, zaraz zostanę sam na sam z moim laptopem, telefonem i książkami.
-dlaczego? nie chcesz ze mną porozmawiać?
-Nie..myślę, że to nie czas. trzymaj się.. i napisz mi recenzje książek na facebooku!- Olek wyszedł z pomieszczenia, a gdy drzwi nie zamknęły się jeszcze zobaczyłam jak łapie swoją młodszą siostrę Lenkę za rączkę. Uśmiechnęłam się do drzwi i złapałam za laptopa. Nie chcę zbytnio wchodzić na Fejsa bo zapewne będzie tysiąc pustych ''wracaj do zdrowia'' które ludzie piszą, a nawet mnie nie znają. Nie mam do tego głowy, żeby na to wszystko teraz odpisywać. Weszłam sobie na '6obcy.pl'. Po kilku próbach szukania normalnej osoby do pogadania natchnęłam się na Jeremiego. Okazał być się bardzo fajny. Nawet wymieniliśmy się na początek numerami gadu-gadu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
Stałam na zaśnieżonych schodach na ganku przed drzwiami mojego domu. Złapałam za klamkę i otworzyłam. Od razu poczułam zapach czystości jaka zawsze panowała w moim domu, mama nie znosiła gdy było brudno. Weszłam kilka kroków w głąb przed pokoju, a zaraz za mną podążał tata niosąc moją walizkę. Oparłam kulę o ścianę, a tata obejmując mnie w talii, żebym się nie przewróciła pomógł zdjąć mi kurtkę. Zdjęłam jednego buta, bo drugiego nie miałam, przecież mam jeszcze jedną nogę w gipsie. Dobrze, że ta lewa ręka, i prawa noga zdążyły się już wygoić, bo by mi ostro utrudniły życie. Poszłam dalej, albo raczej skakałam na kulach do kuchni. Tam zastałam mamę z ciastem. Miło, że mama zrobiła ciasto z okazji mojego powrotu. Usiadłam przy stole i złapałam za mały widelczyk. Jestem ogromną fanką wszystkiego co słodkie, tym bardziej ciast. Mogłabym sama zjeść całą blachę w jeden dzień. Wszyscy się dziwią, dlaczego jestem taka chuda, a jem naprawdę dużo. Sama się zastanawiam. Wygląda na to, że mam metabolizm niczym pendolino. Rozkoszowałam się ciastem gdy mama zaczęła wyglądać podejrzanie.
-Mamo? co jest?
-Wiesz, nie chcę ci psuć humoru, ale musimy ci z tatą coś przekazać.
Nagle przyszło mi kilka powiadomień z gadu-gadu. Wyciszyłam telefon.
-Co takiego?
-za miesiąc musisz się pakować.-wparował do kuchni tata
-dlaczego? do internatu mnie wysyłacie czy co?- nie wiem właściwie, czemu tak pomyślałam.
-Niee, to coś bardziej poważniejszego.-odezwała się mama.
-No to do jasnej cholery mi to powiedzcie wkońcu!!
-Przeprowadzamy się do Warszawy-powiedział spokojnie tata patrząc się na mnie na wariatkę, za raz po tym kosztując się ciastem.
-Przesłyszałam się tak?- są plusy i minusy, tu mam chłopaka, tu mam przyjaciół tu mam całe moje życie, a w Warszawie mieszka Jeremi.
-Nie przesłyszałaś się, tata dostał tam pracę, ja z resztą też, będziemy pracować razem, ty pójdziesz tam na dobre studia, tam będzie lepiej..-przekonywała mnie mama.
-Nie mogę jechać...
-chcesz tu zostać sama?- tata podniósł głowę znad talerza.
-nawet jeśli trzeba będzie to zostane... dla olka.
-nie poradziłabyś sobie uwierz mi, jedź z nami, znajdziesz sobie jeszcze nie jednego chłopaka.
-ja.. musze iść to przemyśleć- wzięłam kulę, i kierowałam sie w stronę schodów. Ostrożnie wskakiwałam na każdy schodek żeby przypadkiem się z nich nie sturlać. Kiedy weszłam do mojego pokoju od razu poczułam zapach moich perfum. Dziwne, że mimo, że już się nimi nie psikam, bo się ostatnio skończyły, to nadal nimi pachnie. Usiadłam na moim łóżku i złapałam za walizkę którą wcześniej przyniósł tu tata i wyjęłam z niej laptopa. W sumie nie wiem czemu, bo zaraz po tym opadłam powoli na poduszki wyjmując z kieszeni telefon. Odblokowałam go otwierając aplikacje gadu-gadu. Otworzyłam konwersacje z Jeremim i zobaczyłam, że zapytał się czy kiedykolwiek się spotkamy. Dziwny zbieg okoliczności.. już miałam mu odpisywać, kiedy do pokoju weszła Kornelia. Kornelia jest brązowooką dziewczyną o kruczoczarnych falowanych włosach. Na jej bladej od palenia papierosów twarzy, w nosie mieści się kolczyk... taki jak mają krowy.. nigdy mi sie nie podobały. Ogólnie dziewczyna od zawsze niszczyła sobie życie poprzez papierosy i różne używki. Wpadła w złe towarzystwo i tyle. Zawsze irytuje mnie jej sposób bycia, co często doprowadza nas do kłótni. I szczerze mówiąc, zdziwiło mnie, że sama przyszła, bo to ja zawsze musiałam robić pierwszy krok.
-Przepraszam cię...-podniosłam się do pozycji siedzącej, a Kornelia stała oparta o drzwi pokoju z rozmazanym tuszem do rzęs pod oczami.. widać było, że płakała.- przepraszam..
-Ty mnie przepraszasz? coś nowego. Co się stało? czemu płaczesz?
-Żałuję, żałuję wszystkiego. Chciałabym być taka jak ty, być normalna, idealna...już nigdy więcej nie wypowiem żadnego słowa do osób które znałam... rozumiesz? zranili mnie, chciałabym cofnąć czas.. do dzieciństwa, kiedy rozumieliśmy się bez słów, nie kłóciliśmy się wcale, ubieraliśmy jednakowo i lepiliśmy razem babki z piasku..-słuchałam jej uważnie widząc jak łzy lecą jej strumieniami, a ja czułam jak moje oczy gromadzą spory zapas wody.
-Słuchaj Nela, nie jestem idealna, nikt nie jest, każdy popełnia w życiu błędy, ty trafiłaś tylko na złe osoby które namieszały ci w głowie.. powiedz co ci zrobili?
-nie mów nic proszę rodzicom... nie chcę się później im z tego tłumaczyć, to było okropne... byliśmy na imprezie, upiliśmy się a później wsiadłam do busa Filipa,on pojechał do lasu.. i...-dziewczyna wtuliła się w moje ramię i nie mogła wydusić z siebię już nic więcej...