-Chyba się jeszcze nie nauczyłaś, że schodzi mi się z drogi?- znajomy głos odezwał się do mnie. Tak, doskonale znam ten głos. Kto inny mógłby sponiewierać mną jak nie Pola? Podnoszę się nie patrząc jej w oczy i biegnę przed siebie. Tuż za plecami słyszę chichot tej podłej... ah szkoda słów. Zatrzymuje się i niespodziewanie stoję na przejściu dla pieszych. Patrzę w prawo. Widzę ostre światło oślepiające mnie w oczy i pisk opon. Czuję okropny ból w głowie, w kręgosłupie, w rękach, nogach, po prostu wszędzie. Całe życie przelatuje mi przed oczami. Zasypiam...
poniedziałek, 7 września 2015
Prolog
Idę środkiem chodnika z telefonem w ręku dodając snapchaty jak ciężkie krople deszczu uderzają o moje przemoknięte wodą czarne conversy. Nie mogę uwierzyć, że jestem taka głupia i nie zabrałam z domu parasolki kiedy zaczynało padać. Przejeżdża obok mnie milion samochodów, za każdym razem ochlapując mnie wodą z kałuży. Patrzę na godzinę w telefonie i przypominam sobie, że za kilka minut jest tramwaj który jedzie w stronę mojego domu. Chowam telefon do kieszeni bordowej bluzy i przyśpieszając krok kieruję się w stronę przystanku. Nagle czuję, jak czyjeś ramię uderza o moje, co powoduję, że się przewracam i wpadam w kałuże.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
SUPI *_* <3
OdpowiedzUsuń