Leżałam na łóżku obserwując ruchy liści na drzewach wywołane podmuchami zimnego wiatru.w zegarku kolorem czerwonym widoczna jest godzina 3:14. Kornelia przed chwilą wyszła, wcześniej opowiadając mi o wszystkim co się stało. Obiecałam jej nic nikomu nie mówić, nie moge jej zawieść kolejny raz. Myślałam o tym zdarzeniu conajmniej półtorej godziny po czym pogrążyłam się w śnie.
~~~~
Nad ranem przebudził mnie sms od Olka. Przetarłam oczy i zaczęłam czytać. Chce się dzisiaj spotkać w parku. Gdybym jeszcze mogła normalnie chodzić, to cieszyłabym się bardziej, bo nie zapominajmy... przecież nadal moja cholerna noga jest w gipsie. Spałam zaledwie kilka godzin ale wyspałam się. Złapałam za kulę i zdjęłam z krzesła swoje ulubione jasne rurki i czarną bluzę kierując się do łazienki. Nie było problemu dostać się do łazienki, bo kiedy nadchodzi weekend cały dom zaczyna swoje życie po 11. W domu było cicho. Szybko się wykąpałam wskakując w swoje ubrania i wyszłam z ręcznikiem na włosach. Chciałam zejść na dół przygotować sobie jakieś śniadanie, ale usłyszałam jak z gabinetu taty mój kochany kotek błagał o jedzenie. Weszłam do pokoju do którego wcale nie było mi po drodze, (ale też mieścił się na piętrze) podniosłam miskę Yuki i napełniłam ją jedzeniem które leżało zaraz obok miski. Chciałam podnieść telefon, który wcześniej położyłam na biurku i zauważyłam kartki. Były to wyciągi z konta. Złapałam za kartkę i przesuwając się delikatnie do tyłu usiadłam na sofę. Byliśmy kompletnie zadłużeni. Nasza wyprowadzka teraz wyjaśnia wszystko. siedziałam chwilę i nie wierzyłam własnym oczom. Przecież jeszcze kilka tygodni temu dostałam nowego laptopa i iphone. Miałam urodziny, stuknęła mi 18, a jeśli chodzi o rodziców to w takich ''uroczystościach'' skąpi nie byli nigdy. Podniosłam się z sofy i otwierając szufladę w biurku zaczęłam szperać dalej. Znalazłam kartkę z prywatnego szpitala. Nogi sie pode mną ugieły, kiedy zobaczyłam ile moi rodzice wydali na moje leczenie. Nagle drzwi od pokoju otworzyły się, a ja gwałtownym ruchem odłożyłam wszystko do szuflady.
-Martyna? Co ty tutaj robisz?- dziewczęcy głos Kornelii dotarł do moich uszu.- czemu szperasz w taty papierach?
-Jezu, jak ja się cieszę, że to tylko ty. Wszystko ci wytłumaczę później dobrze? Tylko proszę, nie mów nic rodzicom.-Właściwie gdybym była na jej miejscu miałabym niezłą okazję do odegrania się za te wszystkie lata.
-Nie bój się, w przeciwieństwie do ciebie mam w sobie jeszcze odrobinę pokory.-dziewczyna spojrzała na mnie lekceważąco. Właściwie, to ja nie wiedziałam skąd ona sie wzieła tu i o tej porze. Albo nie mogła usnąć, albo mnie usłyszała, bo kto jak kto, ale ona jest największym śpiochem w tym domu. Ominęłam ją i wróciłam do łazienki zdjąć ręcznik i doprowadzić włosy do porządku po czym zeszłam na dół. Kompletnie odechciało mi się jeść, dlatego zarzuciłam na siebię kurtkę i wyszłam z domu. Wychodząc na podwórko zobaczyłam jak pod domem moich ulubionych sąsiadów stoi przystrojony samochód. Od razu pomyślałam że Violetta bierze ślub. Jest 5 lat starsza ode mnie, a dogadujemy się jak siostry. Można powiedzieć, że jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółkami, ale niestety rzadko sie spotykamy. Za pół godziny miałam się spotkać z Olkiem, a że po drodzę miałam sklep postanowiłam do niego zajrzeć. Ciężko było mi chodzić na tych kulach, ale jakoś sobie dawałam radę. Widziałam jak miła kasjerka patrzyła na mnie ze współczuciem.
-wodę poproszę- skierowałam się do kobiety, po czym ona położyła mi na ladę butelkę wody i poprosiła o pieniądze.
-Wiesz, ten wypadek musiał być naprawdę poważny. Bardzo ci współczuję i życzę powrotu do zdrowia.
-Tak, dziękuje bardzo, miłego dnia.- Podziękowałam i wyszłam. Strasznie mnie to irytuje jak mi ktoś współczuje. Co sie stało to sie nie odstanie, a jak ludzie myślą, że mi tym ulżą to sie naprawde mylą.
Zeszłam na ścieżkę prowadzącą do parku i idąc powoli znalazłam sie na placu zabaw, który jak zawsze był zapełniony rozbawionymi dziećmi. Usiadłam na ławce obok i czekając na chłopaka postanowiłam popisać z Jeremim. Piszę mu o wszystkim co się u mnie dzieję. Jest tak kochany, że zawsze pocieszy, albo będzie próbował znaleźć wyjście z sytuacji. Napisałam mu o długach, wiedząc, że zaraz to samo będe mówiła Olkowi. Nie czekałam długo żeby Jeremi odpisał.
-{a rozmawiałaś o tym z rodzicami? nie martw się słońce, myślę, że oni ci wszystko wytłumaczą}
-{nie wiem czy to dobry pomysł i tak im nie mam jak pomóc, do wakacji jeszcze daleko, żebym poszła do jakiejś pracy, a poza tym nie zbiłabym na tym kokosów}
Zdążyłam odpisać i za zakrętem zauważyłam smukłą, ale wysportowaną sylwetkę igora. Przyszłam tu z przeczuciem, że się rozstajemy. Chłopak na powitanie mocno mnie przytulił. Usiedliśmy razem na ławce, a on złapał mnie za ręke.
-Wiem, że między nami nie jest najlepiej. Może ostatnio mało spędzamy ze sobą czas, ale naprawimy to. Nie skreślaj nas jeśli o tym myślałaś. Martwiłem się o ciebie i to bardzo. Cofam wszystko co powiedziałem przed wypadkiem, kocham cię i nie chce cie stracić.-Patrzałam mu prosto w oczy i widziałam w jego oczach, że mówi prawdę.
-Masz rację, myślałam o tym. Ale jezu przecież to nie będzie miało najmniejszego sensu.- ciężko mi było, bo kochałam go najmocniej na świecie.
-O czym ty mówisz? Ty jesteś całym moim sensem, to bez ciebie nic nie będzie miało sensu. Kurwa no, żałuje wszystkiego. Wybacz mi skarbie.-łzy napłynęły mi do oczu
-Wyprowadzam się. Wyprowadzam sie pierdolone 300km stąd. Miłość na odległość? najgorsze co może być. Nie mogłabym sie przytulić, powiedzieć jak bardzo cie kocham i budzić się w twoich ramionach.- łzy spływały mi po policzkach, to najgorsze uczucie nie móc kogoś mieć przy sobie na zawsze, kiedy się nieda o nim zapomnieć.
-Jak to sie wyprowadzasz? Kiedy?- chłopak patrzył na mnie niedowierzając-za miesiąc, albo dwa..- powiedziałam szybko i czym prędzej chciałam zakończyć już tą rozmowę- dobra, Olek to już nie ma znaczenia.. to koniec.- wstałam i zaczęłam się oddalać. Chłopak przez dłuższą chwilę siedział na ławce przemyślając to wszystko, po czym usłyszałam za sobą jak biegnie. Obkręcił mnie w swoją stronę, sprawiając, że o mało nie upuściłam kul. Złapał mnie obiema rękami za policzki przybliżając swoją twarz do mojej. Po chwili nasze usta spotkały się. Chłopak na chwilę odsunął się- nie skarbie, to nie koniec, to dopiero początek... wyjadę z tobą.- po czym delikatnie musnął moje wargi jeszcze raz.
~~~~~~~~~~~~~
Rozdział krótki, ale mam nadzieję, że się spodobał!
Ale suuuupi ja chcę nexxxt prooosze :(
OdpowiedzUsuńkiedyś będzie hahah :*
Usuń