piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 2

Moim marzeniem zawsze było mieć młodszą siostrę, która będzie mi się mogła zwierzać, a ja jednym słowem mogłabym wywołać uśmiech na jej twarzy. Mam młodszą siostrę, ale do tej pory myślałam, że w jej życiu nie ma dla mnie miejsca. Zrobiło mi się strasznie miło, kiedy przyszła się wygadać. Nie wiedziałam, że jej życie jest tak mocno popaprane. Teraz wiem już napewno, że trzeba jej pomóc. Zawsze była inna niż wszyscy. Fakt faktem widać to po jej ubiorze.. czarne glany i czarne ciuchy to jest jej codzienność. Jak byłyśmy małe zawsze ubierała się na różowo, a największy ból sprawiały jej różne uroczystości na które musiała ubierać czarno białe sukienki, czy czarne spodnie z najróżniejszymi białymi koszulami. W wieku 8 lat  zmarła jej najlepsza przyjaciółka, okazało się że miała białaczkę. Kornelia w tym wieku już wszystko rozumiała, a świat sie pod nią zawalił, znalazła jakiś chorych znajomych którzy ją mocno zmienili. Przyłapałam ją kiedyś w parku z papierosem w ręku. Miała z 10 lat nie mogłam  jej pozwolić na takie rzeczy i powiedziałam mamie. mama zakazała jej spotykać się z jej starszymi znajomymi i wtedy nasze relacje się popsuły.




Leżałam na łóżku obserwując ruchy liści na drzewach wywołane podmuchami zimnego wiatru.w zegarku kolorem czerwonym widoczna jest godzina 3:14. Kornelia przed chwilą wyszła, wcześniej opowiadając mi o wszystkim co się stało. Obiecałam jej nic nikomu nie mówić, nie moge jej zawieść kolejny raz. Myślałam o tym zdarzeniu conajmniej półtorej godziny po czym pogrążyłam się w śnie.
~~~~

Nad ranem przebudził mnie sms od Olka. Przetarłam oczy i zaczęłam czytać. Chce się dzisiaj spotkać w parku. Gdybym jeszcze mogła normalnie chodzić, to cieszyłabym się bardziej, bo nie zapominajmy... przecież nadal moja cholerna noga jest w gipsie. Spałam zaledwie kilka godzin ale wyspałam się. Złapałam za kulę i zdjęłam z krzesła swoje ulubione jasne rurki i czarną bluzę kierując się do łazienki. Nie było problemu dostać się do łazienki, bo kiedy nadchodzi weekend cały dom zaczyna swoje życie po 11. W domu było cicho. Szybko się wykąpałam wskakując w swoje ubrania i wyszłam z ręcznikiem na włosach. Chciałam zejść na dół przygotować sobie jakieś śniadanie, ale usłyszałam jak z gabinetu taty mój kochany kotek błagał o jedzenie. Weszłam do pokoju do którego wcale nie było mi po drodze, (ale też mieścił się na piętrze) podniosłam miskę Yuki i napełniłam ją jedzeniem które leżało zaraz obok miski. Chciałam podnieść telefon, który wcześniej położyłam na biurku i zauważyłam kartki. Były to wyciągi z konta. Złapałam za kartkę i przesuwając się delikatnie do tyłu usiadłam na sofę. Byliśmy kompletnie zadłużeni. Nasza wyprowadzka teraz wyjaśnia wszystko. siedziałam chwilę i nie wierzyłam własnym oczom. Przecież jeszcze kilka tygodni temu dostałam nowego laptopa i iphone. Miałam urodziny, stuknęła mi 18, a jeśli chodzi o rodziców to w takich ''uroczystościach'' skąpi nie byli nigdy. Podniosłam się z sofy i otwierając szufladę w biurku zaczęłam szperać dalej. Znalazłam kartkę z prywatnego szpitala. Nogi sie pode mną ugieły, kiedy zobaczyłam ile moi rodzice wydali na moje leczenie. Nagle drzwi od pokoju otworzyły się, a ja gwałtownym ruchem odłożyłam wszystko do szuflady.
-Martyna? Co ty tutaj robisz?- dziewczęcy głos Kornelii dotarł do moich uszu.- czemu szperasz w taty papierach?
-Jezu, jak ja się cieszę, że to tylko ty. Wszystko ci wytłumaczę później dobrze? Tylko proszę, nie mów nic rodzicom.-Właściwie gdybym była na jej miejscu miałabym niezłą okazję do odegrania się za te wszystkie lata.
-Nie bój się, w przeciwieństwie do ciebie mam w sobie jeszcze odrobinę pokory.-dziewczyna spojrzała na mnie lekceważąco. Właściwie, to ja nie wiedziałam skąd ona sie wzieła tu i o tej porze. Albo nie mogła usnąć, albo mnie usłyszała, bo kto jak kto, ale ona jest największym śpiochem w tym domu. Ominęłam ją i wróciłam do łazienki zdjąć ręcznik i doprowadzić włosy do porządku po czym zeszłam na dół. Kompletnie odechciało mi się jeść, dlatego zarzuciłam na siebię kurtkę i wyszłam z domu. Wychodząc na podwórko zobaczyłam jak pod domem moich ulubionych sąsiadów stoi przystrojony samochód. Od razu pomyślałam że Violetta bierze ślub. Jest 5 lat starsza ode mnie, a dogadujemy się jak siostry. Można powiedzieć, że jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółkami, ale niestety rzadko sie spotykamy. Za pół godziny miałam się spotkać z Olkiem, a że po drodzę miałam sklep postanowiłam do niego zajrzeć. Ciężko było mi chodzić na tych kulach, ale jakoś sobie dawałam radę. Widziałam jak miła kasjerka patrzyła na mnie ze współczuciem.
-wodę poproszę- skierowałam się do kobiety, po czym ona położyła mi na ladę butelkę wody i poprosiła o pieniądze.
-Wiesz, ten wypadek musiał być naprawdę poważny. Bardzo ci współczuję i życzę powrotu do zdrowia.
-Tak, dziękuje bardzo, miłego dnia.- Podziękowałam i wyszłam. Strasznie mnie to irytuje jak mi ktoś współczuje. Co sie stało to sie nie odstanie, a jak ludzie myślą, że mi tym ulżą to sie naprawde mylą.
Zeszłam na ścieżkę prowadzącą do parku i idąc powoli znalazłam sie na placu zabaw, który jak zawsze był zapełniony rozbawionymi dziećmi. Usiadłam na ławce obok i czekając na chłopaka postanowiłam popisać z Jeremim. Piszę mu o wszystkim co się u mnie dzieję. Jest tak kochany, że zawsze pocieszy, albo będzie próbował znaleźć wyjście z sytuacji. Napisałam mu o długach, wiedząc, że zaraz to samo będe mówiła Olkowi. Nie czekałam długo żeby Jeremi odpisał.
-{a rozmawiałaś o tym z rodzicami? nie martw się słońce, myślę, że oni ci wszystko wytłumaczą}
-{nie wiem czy to dobry pomysł i tak im nie mam jak pomóc, do wakacji jeszcze daleko, żebym poszła do jakiejś pracy, a poza tym nie zbiłabym na tym kokosów}
Zdążyłam odpisać i za zakrętem zauważyłam smukłą, ale wysportowaną sylwetkę igora. Przyszłam tu z przeczuciem, że się rozstajemy. Chłopak na powitanie mocno mnie przytulił. Usiedliśmy razem na ławce, a on złapał mnie za ręke.
-Wiem, że między nami nie jest najlepiej. Może ostatnio mało spędzamy ze sobą czas, ale naprawimy to. Nie skreślaj nas jeśli o tym myślałaś. Martwiłem się o ciebie i to bardzo. Cofam wszystko co powiedziałem przed wypadkiem, kocham cię i nie chce cie stracić.-Patrzałam mu prosto w oczy i widziałam w jego oczach, że mówi prawdę.
-Masz rację, myślałam o tym. Ale jezu przecież to nie będzie miało najmniejszego sensu.- ciężko mi było, bo kochałam go najmocniej na świecie.
-O czym ty mówisz? Ty jesteś całym moim sensem, to bez ciebie nic nie będzie miało sensu. Kurwa no, żałuje wszystkiego. Wybacz mi skarbie.-łzy napłynęły mi do oczu
-Wyprowadzam się. Wyprowadzam sie pierdolone 300km stąd. Miłość na odległość? najgorsze co może być. Nie mogłabym sie przytulić, powiedzieć jak bardzo cie kocham i budzić się w twoich ramionach.- łzy spływały mi po policzkach, to najgorsze uczucie nie móc kogoś mieć przy sobie na zawsze, kiedy się nieda o nim zapomnieć.
-Jak to sie wyprowadzasz? Kiedy?- chłopak patrzył na mnie niedowierzając
-za miesiąc, albo dwa..- powiedziałam szybko i czym prędzej chciałam zakończyć już tą rozmowę- dobra, Olek to już nie ma znaczenia.. to koniec.- wstałam i zaczęłam się oddalać. Chłopak przez dłuższą chwilę siedział na ławce przemyślając to wszystko, po czym usłyszałam za sobą jak biegnie. Obkręcił mnie w swoją stronę, sprawiając, że o mało nie upuściłam kul. Złapał mnie obiema rękami za policzki przybliżając swoją twarz do mojej. Po chwili nasze usta spotkały się. Chłopak na chwilę odsunął się- nie skarbie, to nie koniec, to dopiero początek... wyjadę z tobą.- po czym delikatnie musnął moje wargi jeszcze raz.

~~~~~~~~~~~~~
Rozdział krótki, ale mam nadzieję, że się spodobał!

2 komentarze: